Publikacje

Jolanta Janik

 

„Wyzdrowieć”

 

Trzeba przyjąć codzienny mozół

 

Podjąć z trudem życie - na nowo budować

 

swój świat

 

Powolutku dzień po dniu wiele razy powtarzać

 

to samo

 

Nie można siedzieć bezczynnie

 

Żeby wyzdrowieć

 

Trzeba wyjść Nadziei naprzeciw

 

 

 

W poszukiwaniu …

(cały tekst w linku tytułowym PDF)

       Żyła sobie na świecie pewna dziewczyna, trochę marzycielka, lubiła bawić się życiem. Pewnego dnia trafiła do piekła. Najpierw długo gdzieś spadała. Wszystko wirowało, a świat tak zewnętrzny jak i wewnętrzny przemieszały się i stały jednym wielkim chaosem bez żadnych punktów oparcia. Toczyła się przez piekło potwornego bólu, piekło wszechogarniającego strachu i piekło totalnego szaleństwa. Kiedy już je minęła stanęła nad krawędzią otchłani. Na samym dnie piekła spotkała śmierć. - No to koniec z tobą. - Śmierć zaczęła tkać przed dziewczyną pajęczynę słów, które miały skłonić ją do podporządkowania się śmierci, tak jak przed innymi duszami, które w tym momencie rezygnują z oporu. Idą za śmiercią i już nigdy nie mają szans przekonać się kim mogłyby być. Zastygają w takim stanie, w jakim tu trafiły, powoli więdną i prawie niedostrzegalnie zanikają, aż pozostaje z nich tylko pusta wypalona skorupa.

       Jednak dziewczyna nie potrafi uwierzyć, że to już koniec. - Przecież kiedyś żył Człowiek, który wziął na siebie całe zło, brak nadziei i wszelkie okrucieństwa, które ludzie wyrządzają sobie nawzajem, znalazł się tu i odmówił podporządkowania się śmierci. Pokazał, że jest od niej większa moc, a wystarczy tylko uwierzyć w nią, a cała siła śmierci zniknie. Jest to absolutne Dobro, wszechwładna Miłość i nieskończone Miłosierdzie. Kiedy dziewczyna to sobie uświadamia, jest już w stanie spojrzeć śmierci w oczy. Czar pryska. Jest wolna. Może odejść. Niestety, aby spotkać się ze śmiercią, została wepchnięta w trzy kręgi piekieł. Aby od niej na zawsze się uwolnić, również musi przez nie przejść.

       Na samym początku czeka dziewczynę piekło totalnego szaleństwa. Poprzednio nie miała żadnego wyboru. Zmysły odmówiły posłuszeństwa, a ona błąkała się w potwornej niepewności, co jest rzeczywistością, a co tylko wytworem jej fantazji. Teraz ma wybór. Nie musi tam iść. Z całą świadomością okropnych konsekwencji zgubienia drogi, pogrąża się ponownie w szaleństwo. Teraz jest jednak inaczej. Wie, że te karykatury rzeczywistości, to tylko mamienie zmysłów i wcześniej czy później muszą się skończyć. Rzeczywiście, gdy się im nie poddaje, powoli iluzje znikają, zabierając ze sobą cześć przepełniającej ją do tej pory pustki. Dziewczyna zaczyna również odzyskiwać wewnętrzny wzrok, choć nie zdawała sobie sprawy, że go wcześniej straciła.

       Następne jest piekło strachu. Dziewczyna oparła się śmierci, czegóż więcej może się bać? Okazuje się, że lata życia wśród ludzi napełniły ją goryczą, przestała ufać we własne możliwości, bo uwierzyła, że jest zła, że tak jak i inni, jeśli tylko sobie na to pozwoli, zacznie iść po trupach, wysysać energię życiową z ludzi, nic im w zamian nie dając. Strach paraliżuje. Otacza ze wszystkich stron, a tam gdzieś w mroku czai się lustro, które nie może pokazać niczego innego tylko jej prawdziwe oblicze, twarz potwora. Jednak odzyskała już część wewnętrznego wzroku i widzi, że z lustrem jest coś nie tak. Ogarnia ją tkliwość. - To przecież ja, trudno, przecież lustro nie może kłamać, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko z miłością pogodzić się z pokazywanym przez nie obrazem. - Wraz z tą myślą dziewczyna czuje odpływ strachu, który zabiera ze sobą następną część pustki. Rozjaśnia jej się w głowie. Rzuca ostatnie spojrzenie w lustro. Widzi tam wymizerowaną ale spokojną twarz zwykłego człowieka. Potwór zniknął, jak iluzja, którą był w rzeczywistości.

       Dziewczyna idzie dalej. Ból. Dlaczego miałaby odczuwać ból ? Przecież to niedorzeczne. Jest młoda, dość szczęśliwa, raz lepiej raz gorzej, ale jakoś radzi sobie w życiu. Nagle go czuje. Potężny, wszechwładny, zagłuszający wszystko inne ból duszy. Łączy w sobie wszystkie zranienia, jakie dziewczynę spotkały w trakcie jej życia, jednak znowu dziewczyna czuje, że w tym jest coś dziwnego. Przecież większość z nich już dawno się zagoiła pozostawiając tylko niewielkie blizny. Niewiele z nich powinno krwawić, a jedynie drobna część, to większe problemy, którym nie stawiła w życiu czoła. Przecież nigdy nie były one tak wielkie, jak to sugeruje ból, który każe jak najszybciej stąd uciekać, zapomnieć i nigdy tu nie wracać, choćby potwornie przejaskrawione problemy miały zatruć całą resztę egzystencji. Przezwyciężając ból i wychodząc mu na przeciw, dotyka ran po kolei, uświadamiając sobie, jaka była ich przyczyna, godząc się z nią i wybaczając. Kolejne zranienia znikają, zmniejsza się również ból. Na koniec pozostaje kompleks niższości. Teraz musi jeszcze raz przyjrzeć się i uświadomić sobie tylko, że jest istotą wartościową.

       Dziewczyna dochodzi do bramy piekieł. Kiedy jest już gotowa odetchnąć z ulgą, następuje ostatni, desperacki atak śmierci. - Dobrze, idź sobie. Ciekawe dokąd cię to zaprowadzi. Chcesz opuść piekło własnego wnętrza, wydaje ci się, że je pokonałaś, a czy zastanawiałaś się, co czeka cię w świecie zewnętrznym? Przecież, jak to powiedział kiedyś jeden wielki autorytet, „Piekło to inni”. Przecież to ludzie zgotowali ci ten los, czy myślisz, że gdy przekroczysz tą bramę, zmieni się cokolwiek? To co cię tam czeka, to jedynie większa, brutalniejsza, bardziej rozbudowana i jeszcze gorsza wersja tego, co wydaje ci się, że opuszczasz. - Śmierć zaczyna się śmiać, śmiechem złym, podłym ale i pełnym wiedzy, wynikającej ze znajomości faktów.

       Do dziewczyny dociera, że nie intencje ludzi są ważne, ale droga, a ona istnieje, właśnie się o tym przekonała. Podążanie za nią pozwoliło dziewczynie rozwinąć się i nie ma znaczenia, czy wstąpiła na nią dzięki usilnym staraniom tych, którzy chcieli osiągnąć właśnie taki efekt, czy wręcz przeciwnie, chcieli dziewczynę zniszczyć. Z punktu widzenia, z którego teraz dziewczyna spogląda, przestaje mieć również znaczenie, czy świadomie wrzucili ją do piekła, doskonale zdając sobie sprawę, co ją czeka, czy jedynie ślepo podążali za głosem własnej natury, wykorzystując po prostu jej słabości. Najważniejsze jest to, że okazali się wspaniałymi nauczycielami, którzy pokazali, gdzie ma szukać skarbu.

       Dziewczyna postanawia, że podąży dalej drogą, którą znalazła ponieważ nie jest istotna forma, w jakiej droga manifestuje się poszczególnym ludziom, ale to, w jaki sposób odczytują jej treść. Jedyne, co należy zrobić, to iść we właściwym kierunku, który dyktuje człowiekowi Miłość lub Jej brak, bo to wyczucie kierunku właśnie różni dusze potępione od tych zdążających do Boga. Przed dziewczyną droga prowadzi wśród pól. Jasno świeci słońce. Dziewczyna nie ogląda się już za siebie. Jest pełna zachwytu stworzonym przez Boga światem. Stawia pierwszy krok na drodze ku przyszłości, potem drugi, trzeci, następnie kolejne.

 

 

Adriana Kawecka